Przekazywanie wiary

(214 - styczeń - marzec 2017)

Być przy...

Katarzyna Maciejewska

Udział rodziców w przygotowaniu dziecka do I Komunii Świętej

Z wypowiedzi dzieci spisanych przez ich rodziców w książce D. Ange „Eucharystia. Miłość wcielona”:

Kasia (5 lat). Pytam ją w Wielki Czwartek, co chciał Jezus wyrazić słowami: „To jest moje Ciało, to jest moja Krew”. Dziewczynka odpowiada: „Jezus chciał powiedzieć: «To jestem Ja!»”.

Klara (6 lat). Proboszcz nie chciał jej dopuścić do pierwszej Komunii świętej z powodu wieku. Ponieważ ciągle się tego domagała, staraliśmy się jej wytłumaczyć, że aby przyjąć Jezusa, trzeba Go dobrze poznać, aby Go mocno kochać. Głosem pełnym wiary zawołała: „Kto może stwierdzić, że ja nie kocham Jezusa?”.

Z pewnością wielu rodziców, czytelników „Wieczernika”, takie bądź podobne wypowiedzi swoich dzieci słyszało lub mogłoby usłyszeć. Czy to jest sygnał, by rozpocząć z dzieckiem rozmowę na temat Eucharystii i przygotowanie do I Komunii Świętej? Odpowiedź nie jest jednoznaczna: „TAK” lub „NIE”. Spróbuję to poniżej wyjaśnić, pokazując rolę rodziców w tym procesie.

Dlaczego „NIE”

Zacznę trochę przewrotnie, dlaczego „NIE”, dlaczego nie jest to moment, w którym należałoby rozpocząć przygotowanie dziecka do I Komunii Świętej. Ten moment powinien być dużo wcześniej – wtedy, gdy rozpoznajemy nasze życiowe powołanie i odkrywamy, że tą drogą jest małżeństwo; wtedy, gdy jako narzeczeni przygotowujemy się do udzielenia sobie sakramentu małżeństwa i korzystania z jego łask na co dzień; wtedy, gdy podczas uroczystości zaślubin świadomie odpowiadamy na pytanie celebransa: „Czy chcecie z miłością przyjąć i po katolicku wychować potomstwo, którym was Bóg obdarzy?”. Publiczna odpowiedź „Chcemy” powinna wyznaczyć jasny kierunek: chcemy jako małżonkowie dążyć do świętości i pragniemy tę prawdę przekazać dzieciom, w sposób naturalny, nie dopiero, gdy będzie miało 6, 7 czy 8 lat. Stąd ważna modlitwa w intencji dziecka zanim się pocznie, gdy będzie pod sercem matki i od pierwszych chwil jego życia – to „inwestycja” na całe życie.

Podobnej treści pytanie stawia kapłan rodzicom przynoszącym dziecko do sakramentu chrztu świętego: „Prosząc o chrzest dla waszego dziecka, przyjmujecie na siebie obowiązek wychowania go w wierze, aby zachowując Boże przykazania, miłowało Boga i bliźniego, jak nas nauczył Jezus Chrystus. Czy jesteście świadomi tego obowiązku?”. I znów odpowiedź: „Jesteśmy tego świadomi” nakłada na rodziców obowiązek, ale z drugiej strony wielki przywilej wychowania dziecka w wierze. To rodzic jest pierwszym wychowawcą, wszyscy inni są pomocnikami, także rodzice chrzestni, którzy swoją gotowość wyrażają publicznie w czasie sakramentu chrztu świętego, odpowiadając: „Jesteśmy gotowi” na pytanie celebransa: „…czy jesteście gotowi pomagać rodzicom tego dziecka w wypełnianiu ich obowiązku?”.

Dlaczego „TAK”

To, co powyżej napisałam w odpowiedzi: „Dlaczego «nie»” bardzo mocno wiąże się z odpowiedzią: „TAK” – gdy dziecko stawia pytania o wiarę, to znak, że zaobserwowało kogoś (oby to byli rodzice), kto tę wiarę praktykuje. Może widziało osobę klęczącą, może było z kimś na Mszy Świętej, może ktoś przystępował do Komunii Świętej. Małe dziecko z natury swojej jest ciekawe świata i pyta o wszystko, co widzi i czego doświadcza. W związku z tym czymś oczywistym jest stawianie pytań o Pana Boga i relację do Niego. I dobrze, jeśli tymi, którzy na pytania dziecka odpowiadają, są rodzice. Smutkiem napawa fakt, że coraz częściej pierwsze tego typu pytania stawia dziecko dopiero w szkole, bo wcześniej nie miało doświadczeń religijnych. Mnie, katechetę pracującego od 27 lat z dziećmi w klasach młodszych, już coraz mniej zaskakują pytania, czy to, co jest zapisane w Piśmie Świętym to prawda, czy ktoś wymyślił Pana Jezusa; czy Pan Jezus naprawdę niósł krzyż i na nim umarł, czy tylko tak ktoś narysował; czy Pan Jezus jest prawdziwą postacią, czy taką z bajki,…

Praktyczne wskazówki

Udział rodzica w przygotowaniu dziecka do I Komunii Świętej określiłabym słowami: „BYĆ PRZY”, BYĆ Z”, „TOWARZYSZYĆ”. Jak to przełożyć na praktykę życia?

– bez skrępowania, najprościej, tak jak potrafimy, odpowiadamy na pytania dziecka – dziecku wystarczy prosta odpowiedź; na tym etapie nie chodzi o nauczanie, przekaz wiadomości religijnych, ale bardziej o interpretację doświadczeń dziecka;

– od zawsze trwamy na wspólnej małżeńskiej i rodzinnej modlitwie – z biegiem czasu coraz bardziej angażując dzieci; pomocą mogą być tutaj różnego rodzaju rytuały rodzinne, które zawierają propozycje modlitw na różne okazje roku liturgicznego oraz na wydarzenia przeżywane w rodzinie (np. J. Wysocki, Rytuał rodzinny, Włocławek 2003; B. Hanusiak (opr.), Rodzinna księga modlitw. Panie, króluj w naszej rodzinie, Kraków 2014; R. Nowacki, U. Haśkiewicz, G. Sztandera (red.), Rytuał domowy. Rok rodziny katolickiej, Włocławek 2010); dziecko wzrastające w atmosferze modlitwy, w naturalny sposób się jej uczy – nie siedzi, by nauczyć się „Zdrowaś Maryjo” czy „Ojcze nasz”, bo poprzez codzienne wspólne odmawianie tę modlitwę po prostu zna;

– wspólne uczestnictwo w niedzielnej Eucharystii – zajmując miejsca jak najbliżej ołtarza, by dziecko mogło być skupione na liturgii i by „na ucho” można było wyjaśnić, co w danym momencie się dzieje;

– nawiedzanie kościoła w ciągu tygodnia, by dziecko miało okazję do zapoznania się z miejscem i ciszą, do której powinniśmy również wychowywać dziecko od najmłodszych lat;

– udział w wydarzeniach związanych z rokiem liturgicznym, jak roraty, nabożeństwo różańcowe czy drogi krzyżowej;

– świętowanie rocznicy chrztu świętego oraz dnia imienin – te dni to dobra okazja do rozmowy o sakramencie chrztu (znaczenie białej szaty, zapalonej świecy, czynionego znaku krzyża), o kościele chrztu, szafarzu, rodzicach chrzestnych oraz o wyborze imienia, świętego patrona;

– uroczyste świętowanie niedzieli i świąt roku liturgicznego;

– wspólne czytanie Pisma Świętego oraz oglądanie filmów przedstawiających wydarzenia biblijne – akcent na „WSPÓLNE” – by dziecku stworzyć okazję do postawienia pytań lub samemu je zadać; ważne, by przy wyborze Biblii (których mamy bardzo wiele: dla malucha, przedszkolaka, rodzinna,…) oraz filmów wybierać takie, które są wierne nauce Kościoła, bez zbędnej infantylizacji;

– podprowadzać pod wspólnoty, gdzie dziecko będzie rozwijało swoją wiarę, ale i włączało się w życie parafii (w naszej parafii pojawił się ostatnio jako kandydat na ministranta trzyipółlatek i jest bardziej zaangażowany niż niektórzy starsi);

– kształtowanie na co dzień ogólnoludzkich umiejętności takich jak: wyrażanie wdzięczności, radości, przebywanie przy stole z najbliższymi, pozdrowienie, słuchanie, współofiarowanie, przebaczenie, przeproszenie, troszczenie się o innych.

 

To tylko fragment artykułu, całość w drukowanym "Wieczerniku".