Ziemia Święta

(213 - listopad - grudzień 2016)

Przeżyć

świadectwo

Jezioro, po którym kroczył Jezus, jezioro, które tyle razy wymieniane jest na kartach Ewangelii, a nasze rodziny mogły w nim się kapać

Ziemia Święta – miejsce o którym słyszymy tyle informacji, często złych, powodujących przerażenie, nawet lęk. „Dokąd wy jedziecie, jeszcze z dziećmi” – słyszeliśmy niejednokrotnie od znajomych, którzy dowiadywali się o naszych planach. A my zawsze, odkąd mamy dzieci, zabieraliśmy je na wszystkie nasze wyjazdy, pielgrzymki, więc nie wyobrażaliśmy sobie, żeby jechać do takiego miejsca bez nich. Przed wyjazdem informacje o sytuacji w Ziemi Świętej może nie były za ciekawe, ale nasze nastawienie co do każdego elementu życia jest takie, że będzie tak, jak jest dla nas najlepiej. Wyjechaliśmy wraz z rodzinami naszego Kręgu Domowego Kościoła. Przewodnikiem był ksiądz Jarek towarzyszący naszemu kręgowi na co dzień. Cała grupa dorosłych i dzieci liczyła razem 15 osób, co już zapowiadało komfort kameralnego pielgrzymowania. Wyruszaliśmy razem, ale każdy z nas także indywidualnie, każdy z osobistym nastawieniami oczekiwaniami. 

Ja już od początku wyjazd ten nazywałam rekolekcjami, bo taki właśnie był cel – przeżyć a nie tylko zwiedzić. Wyobrażenie Ziemi Świętej, jakie miałam, pochodziło przede wszystkim z programów telewizyjnych i przewodników. Na miejscu okazało się, że wszystko jest inne, moje wyobrażenia a rzeczywistość zastana to dwie różne sprawy. Trudno opisać to, co się przeżywa w takich miejscach. Pierwsze dla mnie i bardzo ważne było przede wszystkim nastawienie, że jestem tam, gdzie był Jezus; ludzie z bronią nie przerażali, czułam się bezpiecznie i spokojnie. 

Pielgrzymowanie zaczęliśmy od Jerozolimy. Zetknięcie różnych kultur, wyznań, niezrozumiałe spory o miejsca, własność, a z drugiej współistnienie religii. Jezus jest przecież ten sam, Golgota ta sama i Grób. 

Myśląc o Golgocie przed wyjazdem miałam wyobrażenie góry gdzieś na skraju miasta. A tu Golgota w Bazylice, wejście po schodach, a tam miejsce Krzyża, które można dotknąć, poczuć. Miejsce ciszy, modlitwy i refleksji. Dzięki temu, że byliśmy w małym gronie mogliśmy „korzystać”, adorować, mieliśmy swój czas, nie byliśmy poganiani. A niżej miejsce namaszczenia Pana Jezusa, pachnące olejkami – do dzisiaj namaszczane miejsce modlitwy. Kilka kroków dalej Grób. Najpierw przejście przez Kaplicę Anioła i wejście do Grobu. Jednocześnie wejść mogą cztery osoby. Chwila na modlitwę przerywaną przez kapłana grekokatolickiego, który pilnuje, aby każdy czekający mógł wejść. To, że nie było dużo czasu, nie zraża, można ustawić się kolejny raz w kolejce do Grobu. My wiedzieliśmy także, że dzięki temu, że mieszkaliśmy kilka minut drogi pieszo od Bazyliki, nasze spotkanie z tym miejscem nie było jednokrotne. Niektórzy z naszych rodzin wraz z księdzem pozostali nawet na całą noc zamknięci w Bazylice. 

 

To tylko fragment artykułu, całość w drukowanym "Wieczerniku".