Ziemia Święta

(213 - listopad - grudzień 2016)

Ziemia Słowa Bożego

ks. Artur Andrzejewski

Czy chrześcijanin powinien jechać do Ziemi Świętej 

Gdy w październiku 2013 roku prezydent Nigerii Goodluck Jonathan przybył do Izraela, poinformował że pragnie, aby na pielgrzymkę do Ziemi Świętej udało się 30 tysięcy chrześcijan z jego kraju. Nie skończyło się na słowach. Szybko zaczął wprowadzać w życie ten plan, a trzeba wiedzieć, że Nigeria jest państwem, którego dochód na obywatela jest dziesięciokrotnie mniejszy niż w Polsce. Wydatna pomoc rządu była więc nieodzowna. 

Ktoś zapyta: dlaczego taka „fanaberia” w tak biednym kraju. Spośród wielu odpowiedzi na czoło wysuwają się dwie. Po pierwsze: jest to kraj, w którym niecałą połowę stanowią muzułmanie. Ci zaś zobowiązani prawem koranicznym aby choć raz w życiu udać się do Mekki taką pomoc od państwa otrzymywali. Wysyłanie więc chrześcijan do Ziemi Świętej stało się „wymogiem” sprawiedliwości. Po drugie: w tym najludniejszym kraju Afryki to chrześcijanie, których nota bene jest większość, poddawani są różnego rodzaju próbom zastraszania i czynnego terroru. Słyszymy o Boko Haram i założeniu na północy tego kraju enklawy Państwa Islamskiego, o krwawych zamachach, porwaniach chrześcijańskich dziewcząt i innych formach nienawiści. Motywacją tak licznego ruchu pielgrzymkowego do Ziemi Świętej była troska o pokój. Wyraził to rządowy koordynator całego przedsięwzięcia John Kennedy Opara: „Wierzymy, że jeśli Nigeryjczycy udadzą się na pielgrzymkę i zostaną przemienieni moralnie, wówczas będą dążyć do pokoju i wszyscy wrogowie pokoju zostaną pokonani”. Coś więc przemieniającego musi być pielgrzymowaniu do świętych miejsc naszej wiary i spotkaniu wśród nich Tego, który jest Księciem Pokoju.  

Gdy dowiedziałem się o tych Nigeryjczykach, echem wrócił do mnie Psalm 120. Ten psalm rozpoczyna zbiór tzw. psalmów stopni lub jak kto woli, psalmów pielgrzymich (120-134). Znajdziemy w nim przeżycia każdego wierzącego, który przygotowuje się do wyruszenia na pielgrzymkę do Jerozolimy. Czyż Słowo Boże po raz kolejny nie potwierdza, jak jest aktualne, żywe i skuteczne: 

 

Do Pana w swoim utrapieniu wołałem i wysłuchał mnie.

Panie, uwolnij moje życie od warg kłamliwych i od podstępnego języka!

Cóż tobie Bóg uczyni lub co ci dorzuci, podstępny języku?

Ostre strzały mocarza i węgle z janowca.

Biada mi, że przebywam w Meszek i mieszkam pod namiotami Kedaru!

Zbyt długo mieszkała moja dusza z tymi, co nienawidzą pokoju.

Gdy ja mówię o pokoju, tamci prą do wojny.

 

Współczesny Izrael nie jest beztroskim krajem, a Jerozolima przestała być już dawno miastem pokoju. Co rusz słyszymy o różnego rodzaju rozruchach, aktach terroru i atakach odwetowych. Dowiadujemy się, że w krajach sąsiednich sytuacja jest jeszcze gorsza: w Syrii toczy się wojna, a Półwysep Synajski jest nieustannie zagrożony działaniem dżihadystów, a Jordania i Liban pełne są uchodźców pośród, których kwitnie radykalizm. Najgorsze jest to, że nie widać w najbliższym czasie wielkich szans na zmianę tej sytuacji. 

Czy więc rozsądnie jest w takich warunkach w ogóle mówić o pielgrzymce do Ziemi Świętej? Tak, jak najbardziej! Z mojego wieloletniego doświadczenia wiem, że Izraelczycy potrafią zadbać o swoje bezpieczeństwo w relacjach z sąsiadami i Autonomią Palestyńską. A jeżeli chodzi o napięcia wewnętrzne, to poza utrudnieniami wynikającymi sporadycznie z mniejszej dostępności do niektórych miejsc, pielgrzymi mogą spokojnie realizować swoje zamierzenia. 

Pytanie, jakie powinniśmy sobie postawić nie brzmi więc: czy można dziś jechać do kraju Jezusa Chrystusa?, ale czy warto tam jechać? 

W odpowiedzi na to pytanie należało by postawić pytanie inne: czego przede wszystkim potrzeba naszej wierze? Przydała by się szczypta emocji, które choć przychodzą i odchodzą jakiegokolwiek wpływu naszego rozumu czy woli, dodają jej rumieńców. Kawałek nadzwyczajnych doświadczeń, bo choć Pan Bóg ma upodobanie w zwyczajności, my ludzie lubimy przedzierać się przez szarzyznę codzienności i wpatrywać się różnego rodzaju duchowe fajerwerki. Naszej wierze najbardziej jednak potrzeba doświadczenia żywotności i mocy Ewangelii. Jak powie św. Paweł: „Wiara rodzi się z tego, co się słyszy, tym zaś, co się słyszy, jest słowo Chrystusa” (Rz 10,17).

Do Ziemi Świętej jedzie się przede wszystkim nie po to, aby się dobrze poczuć, czy też pochwalić się wykonanymi zdjęciami, ani zaspokoić swoją ciekawość. Człowiek wierzący jedzie tam po to, aby pogłębić i umocnić swoją wiarę!

To prawda, że w przeciwieństwie do muzułmanów nie stawia się nam wymogu pielgrzymki do Grobu Pańskiego – najświętszego miejsca naszej wiary. Nigdzie nie został sformułowany jednoznaczny nakaz lub choćby zachęta do takowego pielgrzymowania, a jednak… kiedy otwieram Pismo Święte, znajduję w nim dwa następujące po sobie fragmenty Ewangelii. W liturgii Kościoła czytane są zawsze oddzielnie, a szkoda. Chodzi mi o Zwiastowanie NMP i Nawiedzenie św. Elżbiety. Wśród wielu zdań tych perykop słyszymy, że Maryja rusza „w góry do pewnego miasta w pokoleniu Judy” (Łk 1,39). Tradycja każe identyfikować to miasto z Ain Karim, które dziś stanowi zachodnią dzielnicę Jerozolimy. Niosła Ona ze sobą „bagaż” anielskiej zapowiedzi narodzin Mesjasza i kruchości człowieczych pragnień. Nie wiedziała, co ją czeka, jak zareaguje jej otoczenie i jak zachowa się Józef. Maryja szła pieszo ok. 150 kilometrów. 

A po co tam szła? Czyż Elżbiecie brakowało krewnych i sąsiadów? Nie! A może chciała uciec od problemów, których spodziewała się w Nazarecie? Nie! Głównym powodem wybrania się w tę niełatwą drogę nie była też chęć niesienia pomocy staruszce Elżbiecie. Przecież Maryja opuściła ją jeszcze przed porodem, wtedy, gdy najbardziej by się jej przydała (trzeba wiedzieć, że dziewczyna, która nie rodziła, nie mogła asystować przy porodzie innej kobiety). 

Maryja udała się w drogę do Elżbiety, aby umocnić swoją wiarę! Gabriel powiedział bowiem: „A oto również krewna Twoja, Elżbieta, poczęła w swej starości syna i jest już w szóstym miesiącu ta, która uchodzi za niepłodną. Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego”. Nie powiedział Jej: Idź do Elżbiety! Informując o stanie Elżbiety dał Maryi szanse doświadczenia mocy Bożego Słowa, i właśnie po to Maryja wybrała się w tą specyficzną pielgrzymkę. Możemy się domyślać, że nie oczekiwała zbyt wiele. Wystarczyłoby Jej zobaczyć tylko, że Elżbieta jest brzemienna i upewnić się, że spotkanie anioła nie było przewidzeniem, a jego słowa sennym majakiem. 

Ten wysiłek, który podjęła, został z pewnością doceniony przez Boga. Pewnie dlatego u celu drogi Matka Jezusa usłyszała słowa, które Ją zadziwiły i umocniły. Sam Duch Święty napełnił Elżbietę, która nie do końca świadoma, co przeżywa Maryja, powiedziała: „Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana” (Łk 1,45). Tylko taka pielgrzymka, która motywowana jest wiarę i pragnie jej umocnienia, tak naprawdę ma sens. Bogu zawsze zależy na żywej wierze człowieka, dlatego pomnaża to, co on Mu z serca ofiaruje, zwłaszcza gdy jest to związane z trudem i pokonywaniem swoich słabości. 

 

To tylko fragment artykułu, całość w drukowanym "Wieczerniku".