Przekazywanie wiary

(214 - styczeń - marzec 2017)

Razem wokół Jezusa

świadectwa

Dla naszych córek jest jasne, że modlitwa to coś naturalnego, o co opiera się nasze życie

Modlitwa rodzinna to dar szczególny – pojawiła się w naszym małżeństwie z opóźnieniem w stosunku do pozostałych zobowiązań, trzeba było o nią zadbać, zorganizować, dodać nowy punkt do codziennego grafiku. I – z początku – pilnować, żeby się odbyła.

Teraz trochę łatwiej. Gdy ucieka, dzieci przypomną. Domagają się, to dla nich ważne spotkanie. Szczególne spotkanie z Osobą Boga, i z nami wszystkimi w jednym miejscu. W spokoju i ciszy.

 

W modlitwie rodzinnej bardzo cenimy sobie jej ewolucję. Gdy zaczęliśmy ją wprowadzać miała formę dość zwięzłą, słowa wypowiadali rodzice, córka (najstarsza, obecnie 8 lat) w milczeniu starała się ich naśladować, robiąc przy tym prześmieszne miny. Obecnie zewnętrzna forma jest zupełnie inna, zresztą nic nie stoi na przeszkodzie, żeby ją zmieniać, choćby i codziennie. Każdy może zaproponować coś od siebie. Modlimy się więc modlitwą Ojcze nasz, czy Zdrowaś Maryjo, czy także zwracając się do Anioła Stróża z prośbą o opiekę. Do tego – modlitwa spontaniczna – każdy, a precyzyjniej: każdy „mówiący” (biorąc pod uwagę obecność półtorarocznego szkraba) przedstawia swoje prośby czy podziękowania Panu Bogu. W okresie Adwentu zbieramy się wokół adwentowego wieńca, w pozostałym okresie od czasu do czasu uruchamiamy naszą miniaturową domową kadzielniczkę. Każdy może dosypać odrobinę kadzidła na węgielek i zobaczyć jak nasze modlitwy wraz z dymem unoszą się do Ojca. Możliwości tutaj jest ogromne morze, a przez to, że modlimy się w domu, a więc w miejscu, które jest najbardziej „nasze” i całkowicie bezpieczne – nikt nie wstydzi się swoich pomysłów przedstawić i można je natychmiast wcielić w życie. Można więcpowiedzieć, że ta modlitwa wzrasta wraz z nami. A co nam daje? 

 

To tylko fragment artykułu, całość w drukowanym "Wieczerniku".