Przekazywanie wiary

(214 - styczeń - marzec 2017)

Wolność i przymus

ks. Maciej Krulak

Chrześcijańskie wychowanie to towarzyszenie, dawanie przykładu, wspieranie, czy czasem niepokojenie, ale na pewno nie przymus

Początkiem życia wiarą jest oczywiście chrzest. Od wieków chrzci się niemowlęta, gdyż zakładamy, że rodzice jako chrześcijanie chcą, aby dziecko miało udział w tym, co dla nich jest fundamentem życia i punktem odniesienia wszystkich ich decyzji. Tak przynajmniej powinno być. Rodzice sami doświadczywszy, że chrześcijaństwo to coś wspaniałego, chcą podzielić się nim ze swoim dzieckiem. Jest to jasne i oczywiste – dzielę się z osobą, którą kocham, tym co jest dla mnie ważne. Przecież w innych aspektach rozwoju rodzice chcą dla dziecka dobra, które sami doświadczają lub które teraz, jako dorośli rozumieją. Czasem widząc, że w ich rozwoju czegoś zabrakło i teraz tego bardzo żałują, czasem trochę na siłę, próbują dać to zawczasu swoim pociechom. 

Niestety, są rodzice, którzy nie przeżywają chrześcijaństwa jako ośrodka swego życia i chrzczą dziecko, bo tak wypada, taka jest tradycja, czy dlatego, że „dziadkowie by tego nie przeżyli”. Chrzest jest początkiem życia z Chrystusem i wymaga dalszego rozwijania, tych niejako zasianych w nim ziaren wiary, nadziei i miłości. Dlatego prośba o chrzest dziecka jest jednocześnie zobowiązaniem wobec wspólnoty Kościoła do troski o chrześcijański rozwój dziecka. Idzie za tym cała logika sakramentów inicjacji chrześcijańskiej rozłożonej na kilkanaście lat i kilka etapów. Podobnie wygląda troska rodziców o inne istotne aspekty rozwoju osobowości – rozwój emocjonalny, fizyczny, intelektualny, czy relacyjny. To właśnie rodzicom powierza się troskę o prawidłowy rozwój małego człowieka. Oczywiście mają wsparcie w wyspecjalizowanych instytucjach, ale to właśnie od nich zależy najwięcej. Nie kierują się w swoich wyborach tym, czy dziecko ma na coś ochotę czy nie, np. edukację, tylko troską o przyszłość dziecka, nawet gdy ono co wieczór zadaje pytanie czy jutro może nie iść do szkoły. 

Dziecko, nawet gdy jest nastolatkiem, nie wie jeszcze co jest dla niego dobre, zwłaszcza w dłuższej perspektywie. Bardziej kieruje się tym, co jest dla niego przyjemne, miłe, łatwe, niż tym, że kiedyś to się do czegoś przyda. Dlatego my dorośli nie powinniśmy zbytnio się oglądać na to, co dzieci i młodzież chcą, bo oni czasem sami nie wiedzą czego chcą. To rodzice biorą na swoje barki odpowiedzialność za rozwój dziecka. Wynika to z powiązania wolności i odpowiedzialności. Wolnością można obdarzyć człowieka wtedy, gdy jest gotów za nią odpowiadać. Im więcej odpowiedzialności, tym więcej wolności. Dziecko jest dopiero wprowadzane w odpowiedzialność i dlatego obdarowywane jest proporcjonalną wolnością. 

Jednak nie należy rozumieć jakoby dziecko nie miało prawa do swojego zdania, że musi lubić to, co chcą rodzice, aby lubiło. Choć nie ma jeszcze zdolności do odpowiadania za swoje decyzje, to przecież ma prawo do swoich upodobań. Może ich motywacja na wczesnym etapie rozwoju jest dość płytka, ale przecież to osoba ludzka, więc ma swoje prawa. 

 

To tylko fragment artykułu, całość w drukowanym "Wieczerniku".